23.11.2017      
 



najnowsze wydanie
wszystko o...
kronika i ekologia
kronika poleca książki
ogłoszenia
drukarnia
zlecanie reklam i ogłoszeń
kontakt prenumerata
e-wydanie
patronat prasowy
prezentacja
zostań wydawcą
regulamin konkursów
loga
slovakia
logowanie
 
Kronika Małopolska
Kronika Żywiecka
Głos Ziemi Cieszyńskiej
SPECJALNE
  NASZE 50 LAT!
To nie jest historia pięćdziesięcioletniej jubilatki. Jedyny tygodnik Bielska-Białej i całego Podbeskidzia w ...























Bielsat

basket


















galeria


wisla
xxx

 
PREZENTUJEMY
.


Numery archiwalne do pobrania.

1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24 


beskidzka24



 
AKTUALNOSCI
Nr: 22 z dnia: 16-11-2017
Mieszkania zamienią się w sortownie śmieci?

Kłopot blokowisk

Od 1 lipca obowiązują w Polsce nowe zasady segregacji śmieci. Wbrew protestom samorządowców - zwłaszcza z dużych aglomeracji miejskich - minister środowiska postawił na swoim i wydał zarządzenie w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów, które ujednolica sposób segregowania śmieci na terenie całego kraju.
Mieszkańcy dużych miast, takich jak Bielsko-Biała czy Czechowice-Dziedzice, jeszcze tego nie odczuli, bo w gminach, które mają podpisane umowy z firmami zajmującymi się taką działalnością stare zasady odbioru i segregacji odpadów w przydomowych gospodarstwach będą obowiązywać jeszcze do czasu aż te umowy stracą moc. W stolicy Podbeskidzia termin ten upływa w połowie przyszłego roku, w Czechowicach w kwietniu 2019. Można przypuszczać, że po pierwszym lipca 2018 roku - z czego nie każdy mieszkaniec bloków zdaje sobie sprawę - zacznie się prawdziwy śmieciowy koszmar.
Pięć kubłów
Problem dotyczy bowiem głównie mieszkańców wielkich blokowisk, a przecież w nich żyje ponad połowa bielszczan. Do tej pory, korzystając z możliwości jakie dawała ustawa, każdy samorząd mógł wybrać w jaki sposób na jego terenie segregowane będą śmieci. W stolicy Podbeskidzia postawiono na dość proste, aczkolwiek bardzo skuteczne rozwiązanie. Mieszkańcy dzielili odpadki (i będą to robić jeszcze przez prawie rok) na dwie, a od zeszłego roku na trzy frakcje - mokrą i suchą oraz szkło (opcjonalnie także popiół i odpady zielone). W takiej formie były i są odbierane z posesji. W Czechowicach-Dziedzicach jest podobnie, choć frakcje te są nieco inaczej określane. Teraz ministerstwo narzuciło wszystkim jednolity sposób segregacji. Frakcji podstawowych będzie teraz pięć: papier, szkło, metale wraz z tworzywami sztucznymi, odpady biodegradowalne (kuchenne) oraz odpady pozostałe po segregacji (wszystko to, co nie mieści się w czterech wymienionych wcześniej grupach), a także dwie opcjonalne, czyli popiół oraz odpady zielone (skoszona trawa, odpady z ogrodów). Oznacza to, że mieszkańcy bloków będą musieli w swych niewielkich kuchniach ustawić nie trzy - jak do tej pory - pojemniki na odpadki, ale aż pięć kubłów! Kuchnie zamienią się w związku z tym małe zakłady segregacji. Ministra to jednak nie wzrusza.
Uderzenie po kieszeni
Pół biedy, gdyby to miało jakiś sens! Ale sensu nie ma, a na dodatek generować będzie niepotrzebne koszty, które poniosą właśnie mieszkańcy. Można powiedzieć, że choć wykonają ogromną pracę, płacić za odebranie tak posegregowanych odpadków będą więcej. Dlaczego? Teraz suche śmieci (mokre pozostawmy w spokoju, bo tu niewiele się zmieni), gdy tylko dotrą do zakładu segregacji w Lipniku (lub do każdego innego podobnego zakładu) dzięki nowoczesnym urządzeniom separującym oraz pracy rąk ludzkich są dzielone nie na pięć, a na około 20 odrębnych frakcji. Sam plastik dzielony jest na kilka rodzajów (w zależności od gatunku, koloru i twardości). Po 1 lipca będzie identycznie, z tą różnicą, że teraz odpadki suche będą przywożone do sortowni - i tam poddane identycznemu procesowi jak obecnie - nie w dwóch samochodach (suche i szkło), lecz w pięciu. Każdą z frakcji trzeba będzie bowiem odbierać oddzielnie. Za te dodatkowe kursy ktoś będzie musiał zapłacić. Kto? Na pewno nie Ministerstwo Środowiska.
Jest jeszcze jeden problem. Już teraz zdarza się, że w dużej zbiorowości, jaką jest wielki blok mieszkalny, znajdzie się ktoś, kto źle segreguje odpadki lub pomyli pojemniki i zamiast do suchych wrzuci coś do mokrych lub odwrotnie. Co będzie, gdy dzielić odpady będzie trzeba jeszcze dokładnej? Z ustawy wynika, że każdy ma obowiązek segregowania swoich śmieci. Samorządy mają jednak możliwość odbierania ich także w formie zmieszanej. To jednak znacznie więcej kosztuje. Gdy w ogóle ich nie segregujemy lub robimy to źle, płacimy za wywóz odpadów nawet dwukrotnie więcej. Oby nie skończyło się na tym, że mieszkańcy bloków za odbiór płacić będą już zawsze właśnie te podwójne stawki, bo na przykład w pojemniku na plastik - do którego odpady wrzuca kilkaset osób - znajdzie się zawsze jakiś kawałek gazety czy stara skarpeta.
Celowo skupiamy się na blokowiskach, bo w przypadku domów jednorodzinnych problem jest o wiele mniejszy. Po pierwsze, każdy sam segreguje własne odpady i nikt mu niczego niepożądanego do kubła nie wrzuci. Po drugie, mając domek z ogródkiem łatwiej - niż w mieszkaniu w bloku - wygospodarować - choć nie zawsze - miejsce na dodatkowe kubły.
Wieś spokojna
I faktycznie, gdy sprawdziliśmy w okolicznych gminach jak tam podchodzą do problemu, okazało się, że paniki nie ma. Przy czym, prawie wszędzie już wcześniej - zanim pojawiło się rozporządzenie - odpadki były przez mieszkańców segregowane w nakazany obecnie przez ministra sposób. Stąd też nowe rozwiązanie nie oznacza jakiejś rewolucji. Poza tym prawie wszędzie w gminach wiejskich - może tylko z wyjątkiem Jaworza, gdzie umowa z firmą wywozową obowiązywać ma jeszcze do końca 2019 roku - samorządy działają już na nowych zasadach lub będą to czynić najpóźniej do końca tego roku. Czyżby w Warszawie uważali, że każdy Polak mieszka na wsi i ma dom z wielkim ogrodem?
Tekst i foto: MARCIN PŁUŻEK



Szczyrk walczy z dzikami

Flintą i… smrodem

Dziki dokazują nie tylko w Bielsku-Białej (o ich wizycie pod bielskim ratuszem niedawno pisaliśmy). Mieszkańcy Szczyrku mają ten sam problem. Zwierzęta najczęściej pojawiają się tam w rejonie osiedla Podmagura oraz w Biłej.
Ich wizyty są na tyle kłopotliwe, że dyskusja nad tym problemem zajęła spory kawałek wrześniowej sesji Rady Miejskiej. Z informacji, które tam przekazano wynika, że miasto wzięło się za dziki na dwa sposoby. - Wystąpiliśmy do Nadleśnictwa Bielsko o zwiększenie liczby odstrzałów tych zwierząt. Postanowiliśmy też zastosować środek zapachowy, który je odstrasza - mówił wiceburmistrz Wojciech Kufel. Zanim preparat został zamówiony, zastępca gospodarza kurortu rozmawiał z jego producentem i z podwarszawską gminą, która go stosowała. Obie strony twierdziły, że całkiem nieźle zdaje egzamin. Ostatecznie stanęło na tym, że środek zamówiono. Trzy butelki przyjechały do Szczyrku dzień przed sesją. Aby skorzystać z ochrony, jaką zapewnia, wystarczy zgłosić się do Referatu Gospodarki Komunalnej z niewielką buteleczką. Miasto użycza preparat szczyrkowianom nieodpłatnie. Zastosowanie środka leży już w gestii mieszkańców. To nic trudnego. Wystarczy wbić w ziemię odpowiedniej długości palik, jego końcówkę owinąć szmatką i kapnąć na nią kilka kropel preparatu. Na to przybija się daszek chroniący szmatkę ze środkiem przed słońcem i deszczem. Aby sposób zadziałał, palików powinno być więcej. Odstęp między jednym a drugim ma wynosić 15-20 metrów. Jedno zakropienie preparatem wystarcza na około 2 tygodnie. Po tym czasie na szmatkę trzeba znów wylać kilka kropel. Pierwsi mieszkańcy już się zgłosili. Urzędnicy czekają teraz na informację zwrotną, czy w Szczyrku ten zgodny z zasadami ekologii środek również okazał się skuteczny.
Na fali walki z nieproszonymi gośćmi szczyrkowski Urząd Miejski zamieścił na swojej stronie internetowej komunikat dotyczący właściwego postępowania z dzikami. Wyjaśniono w nim, że przyczyną ich wizyt jest łatwy dostęp do pożywienia, podpowiedziano jak im zapobiec i jak się zachować, kiedy do spotkania dojdzie.
(best)



Wapienica: wielkogabarytowy zgryz

(Nie) chcą PSZOK-u

Mieszkańcy bielskiej dzielnicy Wapienica chcą, aby władze miasta jak najszybciej ulokowały w tym rejonie Bielska-Białej punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Interpelację w tej sprawie złożył podczas niedawnej sesji Rady Miejskiej radny Dariusz Michasiów.
Pilną potrzebę uruchomienia w tym rejonie takiego punktu motywował tym, iż dwa funkcjonujące obecnie w stolicy Podbeskidzia PSZOK-i zlokalizowane są po drugiej stronie miasta - jeden w Lipniku (na terenie wysypiska), drugi na Leszczynach (obok centrum handlowego Gemini). Oznacza to, że mieszkańcy Wapienicy, Starego Bielska i kilku wielkich osiedli mieszkaniowych, aby pozbyć się starej pralki czy szafy, a nawet zepsutej żarówki energooszczędnej, muszą wieźć to dziadostwo przez całe miasto. Efekt jest taki, że wiele „problematycznych” odpadów ląduje w kubłach na zwykłe śmieci, a te, które się tam nie mieszczą, wyrzucane są w pobliżu ulicznych kontenerów na szkło czy plastik. Tworzą się w ten sposób dzikie wysypiska odpadów wielkogabarytowych w centrach osiedli mieszkaniowych. Służby porządkowe reagują w takich sytuacjach najczęściej w jeden sposób. Likwidują kontenery, aby nie zachęcać okolicznych mieszkańców do wyrzucania w ich pobliże odpadów.
Tak było między innymi przy stadionie lekkoatletycznym w Wapienicy. W połowie ubiegłego roku ustawiono tam - na prośbę mieszkańców - dzwony na szkło, papier i plastik. Szybko jednak teren wokół nich zamienił się w regularne składowisko odpadów. Dzwony więc zabrano (przed tegorocznymi wakacjami) i teraz... mieszkańcy ponownie postulują, aby je przywrócić, bo nie mają gdzie wyrzucać szkła i plastików. Jeśli chodzi o ulokowanie w tej części Bielska-Białej PSZOK-u, to faktycznie mógłby on rozwiązać - przynajmniej w dużej mierze - problem mieszkańców zachodnich dzielnic z pozbywaniem się odpadów problematycznych. Nie jest to jednak takie proste...
Jedną z pierwszych zaproponowaną przez ratusz - już kilka lat temu - lokalizacji dla takiego punktu był rejon osiedla Wojska Polskiego. To tam miały trafiać tego typu odpady z terenu Wapienicy, Starego Bielska, Aleksandrowic itp. PSZOK jednak do tej pory nie powstał, bo ulokowaniu go w tym rejonie sprzeciwili się stanowczo mieszkańcy. Nie chcieli bowiem - jak wtedy twierdzili - aby w pobliżu ich domów powstało „wysypisko odpadów”. Ich protesty były na tyle zaciekłe, że władze - choć próbowały się z nimi dogadać - wycofały się rakiem z pomysłu (w zamian uruchomiono PSZOK w pobliżu Gemini). Czy ratusz wróci teraz do tamtej koncepcji? Z wypowiedzi prezydenta miasta - udzielonej na gorąco podczas sesji - wynika, że miejscy włodarze dostrzegają potrzebę zorganizowania PSZOK-u w tym rejonie Bielska-Białej. To jednak, czy uda się znaleźć miejsce, w którym mógłby powstać i jednocześnie nikt by się temu nie sprzeciwiał, to już całkiem inna historia...
(map)








Do druku: pdf






Czy słyszałeś o przypadkach molestowania wśród swoich znajomych?
nie  88.9%
tak  11.1%
 







wydawca
Click for Katowice, Poland Forecast
 

odwiedziło nas 5506070 osób